Belle Epoque

NOWY SERIAL

ŚRODA 21:30

OD 15 LUTEGO

TVN

Zakazane rozrywki socjety – używki, tajne występy, skandale

Udostępnij Tweetnij Wykop

„Jestem za absolutną prohibicją, ale muszę przyznać, że czasami, mimo że można by się ostatecznie bez niego obejść, alkohol załatwia mnóstwo nieporozumień, tak wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Według mnie powinien jedynie być dozwolony, do czasu, artystom i literatom, którzy wiedzą z absolutną pewnością, że w krótkim czasie mogą się wyprztykać i że bezwzględnie bez pomocy alkoholu nic by wartościowego nie stworzyli” – pisał Witkacy w „Narkotykach”.

Źródło: Shutterstock.com

Kawiarnie, kabarety, podejrzane spelunki – to naturalne środowisko artystów belle époque. Dyżurnym polskim skandalistą tych czasów był Stanisław Przybyszewski. Gabriela Zapolska w 1898 r. mówiła o nim i jego artystycznym towarzystwie z Krakowa „banda pijanych pluskiew”.

Taduesz Boy-Żeleński pisał o Krakowie i jego atmosferze: „A czy znasz ty, bracie młody,/ Te najmilsze dla Polaków,/ Szarej Wisły senne wody,/ I nasz stary, polski Kraków?/ A czy znasz ty te ulice,/ Puste w nocy, brudne we dnie,/ Gdzie się snują eks-szlachcice,/ Tępiąc smutne dni powszednie?/ A czy znasz ty te kawiarnie/ (W całym świecie takich nie ma),/ Gdzie dzień cały marnie, gwarnie/ Wałkoni się cud-bohema? Tam wre życie! Kipi, tryska!/ W dymu chmurze tytoniowej/ Myśli płoną tam ogniska,/ Chlebuś piecze się duchowy;/ Wszystko tylko Duchem żyje,/ Wszystko tylko Pięknem dyszy;/ Nigdy ucho tam niczyje/ Prozy życia nie zasłyszy".

Ważnym adresem dla krakowskich artystów była ul. Floriańska 45, gdzie mieściła się (i mieści do dziś) kawiarnia Jama Michalika. Została założona w 1895 r. jako Cukiernia Lwowska. W 1905 r. swoją działalność właśnie w Jamie Michalikowej zainaugurował kabaret Zielony Balonik. Na występy obowiązywały zaproszenia, były to elitarne wydarzenia. Wieść o orgiach jego twórców na Floriańskiej krążyła po całej Polsce. Bywali tam m.in. Stanisław Przybyszewski, Lucjan Rydel, Włodzimierz Tetmajer, Kazimierz Przerwa-Tetmajer i Stanisław Wyspiański. Wśród ulubionych używek wielu z nich – oprócz alkoholu – było też opium. Pod jego wpływem tworzyli wiele swoich dzieł.

Tadeusz Boy-Żeleński w „Znasz-li ten kraj” tak opisywał rozterki Jana Michalika, właściciela azylu Balonika: „Lokal jego gościł figury, o których nie zamarzył nawet we śnie: rektory, redaktory, hrabiowie, hofraty, ba, ekscelencje; i wszystko to zawdzięczał tym pijanicom, których uczynkami się brzydził. Po każdym kabarecie chaos ten w głowie Michalika zwiększał się. To rozmawiał z nim łaskawie ekscelencja Wodzicki, tu kopnął go w brzuch Boguś Adamowicz: jak ustalić bilans tak spędzonego wieczoru? Wynoszą Xawerego Dunikowskiego, który w powietrzu miota się jak opętany i gdzie może dosięgnąć, rozdaje policzki: ale oto Michalik widzi, że patrząc na to, rektor uniwersytetu Cybulski uśmiecha się życzliwie i nie przerywa rozmowy z innym luminarzem nauki. Ktoś strzela z rewolweru w sufit: Michalik, czerwony z furii, rzuca się w tę stronę, ale co ma powiedzieć, kiedy to strzelił sam prokurator P. Nie pozostało nic, jak tylko uśmiechnąć się przyjemnie”.
Wśród ulubieńców krakowskiej bohemy był też Władysław Reymont, późniejszy laureat literackiej Nagrody Nobla. Lubił przesiadywać w kawiarniach i często pokrywał ze swojej kieszeni rachunki biedniejszych kolegów artystów.

Kiedy zaś bohemie chwilowo znudził się Kraków, ruszano do Zakopanego. „Nie mniejszą osobliwością lokalną niż Giewont czy Morskie Oko” był tam Witkacy. „Nie można zaprzeczyć, by Witkacy unikał alkoholu. Potrafił pić i to w wielkich ilościach, szklanką. Miał twardy łeb i nie urzynał się tak łatwo. Nigdy nie popadał w chamskie maniery. Często lubił przerwać działanie wódki kokainą, po której trzeźwiał i używszy jej więcej, przenosił się w inny świat” – pisał Rafał Malczewski, malarz, rysownik i pisarz.

Witkacy miał też swój ulubiony żart. „Wracając późną nocą z jakiejś orgii, lubił wytarzać jednego z przyjaciół w śniegu, po czym zbudziwszy ludzi w domku, który najbliżej leżał, żądał pomocy. Twierdził, że co tylko znalazł zmarzniętego na śmierć człowieka, że należy mu udzielić pomocy pod postacią jajecznicy, herbaty i czystej. Nie było wypadku, by pani domu nie przejęła się i nie zastawiła stołu, czym mogła, podczas gdy gospodarz otrzepywał ofiarę ze śniegu i lodu, nacierając ręce, itd.” – relacjonował Malczewski.

Polska śmietanka towarzyska wzorowała się na tej francuskiej. Artur Rubinstein, pianista, po przeprowadzce do Paryża opisywał rozkład swojego dnia: późne śniadanie, obiad, wyścigi konne, hazard w klubach, prywatna partyjka pokera, wieczorem spektakl, potem kolacja. Noc kończył z przyjaciółmi na Montmartrze w którymś z kabaretów. „Przez całą noc piło się wyłącznie szampana, rzadko też trafiałem do łóżka przed czwartą rano” – wspominał.

Historycy nie mają wątpliwości. „Belle époque to piękna etykietka, która nie ma żadnego oparcia w faktach, nie było niczego takiego, to były najbrudniejsze, najbardziej zdegenerowane i najbardziej okrutne czasy. Wtedy zbrodnia była czymś absolutnie normalnym” – mówił na antenie „Dzień Dobry TVN” Kamil Janicki, historyk. O cieniach i blaskach tej epoki znakomicie opowie nam serial „Belle Epoque” telewizji TVN.

Warto dodać, że polscy artyści, którzy wyemigrowali, też nie rezygnowali z dobrej zabawy. Do historii teatru przeszła „Modrzejewskiej tabliczka mnożenia”, o czym pisze Aneta Kyzioł w „Polityce”. Był to popisowy numer genialnej polskiej aktorki – Heleny Modrzejewskiej. „Wykonywany wielokrotnie na prywatnych przyjęciach w Ameryce i Anglii numer, podczas którego aktorka recytowała tabliczkę mnożenia po polsku w taki sposób, że słuchacze mieli wrażenie, że słuchają historii na przemian zabawnej, przejmującej, a na koniec wzruszającej aż do łez” – pisze Kyzioł.

Korzystałam z książki „Alkohol i muzy”, Sławomir Koper, Czerwone i Czarne, Warszawa 2013 r.
Katarzyna Gruszczyńska