Belle Epoque

NOWY SERIAL

ŚRODA 21:30

OD 15 LUTEGO

TVN

Wywiad z Magdaleną Cielecką

Udostępnij Tweetnij Wykop

– Stroje, wnętrza mogą być piękne, a maniery nienaganne, ale to tylko zasłona dymna. Każdy ma coś na sumieniu. Rynsztok i pałace to w gruncie rzeczy dwa oblicza tej samej epoki, pełnej sprzeczności i szalenie fascynującej – mówi w rozmowie z WP Magdalena Cielecka, którą od 15 lutego możemy oglądać w nowym serialu TVN „Belle Epoque”.

„Belle Epoque” to 10-odcinkowy serial kryminalny, którego akcja rozgrywa się w 1908 roku. Jan Edigey-Korycki (Paweł Małaszyński) wraca do Krakowa po dziesięciu latach, by rozwikłać zagadkę zabójstwa matki. Bohater po raz kolejny spotka się także swoją ukochaną sprzed lat – Konstancją (Magdalena Cielecka), z którą rozstał się w dramatycznych okolicznościach.

Źródło: TVN

Magdalena Cielecka opowiada nam o pracy na planie produkcji i swojej fascynacji okresem belle epoque. Zdradza także, jak wyglądało życie kobiet na przełomie XIX i XX wieku.

Co jest najtrudniejsze dla aktorki, kiedy musi wcielić się w bohaterkę z innej epoki?

W „Belle Epoque” cały szkopuł tkwi w tym, że wsiadamy do dorożki, a nie do taksówki [śmiech]. Rzeczywiście rodzą się pytania, czy coś, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – nasze zachowania, gesty – miały miejsce w tamtej epoce. Czy można było w określony sposób usiąść, podnieść głos? Jak podać rękę w rekawiczce, kiedy się wychodziło bez kapelusza? Istnieje szereg zasad, którymi rządził się okres belle epoque, ale nasz serial nie jest podręcznikiem historii. To przede wszystkim opowieść o ludziach. Żywych, temperamentnych, pełnych emocji. Oczywiście jesteśmy w kostiumie, zachowujemy realia epoki, ale pragnienia i lęki ludzi żyjących na przełomie XIX i XX wieku wcale nie różnią się od naszych.

Kostiumy w „Belle Epoque” są oszałamiające. Część z nich została sprowadzona z londyńskiego Angels Costumes – jednej z największych wypożyczalni kostiumów filmowych, telewizyjnych i teatralnych na świecie.

Kostium narzuca zupełnie nowy sposób bycia – inaczej się nosi ubrania, inaczej się chodzi w gorsecie, w rękawiczkach i kapeluszach. Zakładanie mojego kostiumu na planie „Belle Epoque” zajmuje nawet do godziny, to są nieprawdopodobne przygotowania!

Trudno jest nosić gorset?

Oczywiście, to jest wyzwanie. Umówmy się, to nie jest wygodne [śmiech]. Z drugiej strony te ubrania mają w sobie jakąś magię. To jest trochę tak, jak ze szpilkami. Większość kobiet nie lubi w nich chodzić. Jest to męczące i niewygodne. Kiedy jednak już je włożymy, od razu czujemy się piękniejsze, wyższe, bardziej atrakcyjne. Podobnie jest z tymi sukienkami.

Kostium bardzo pomaga. Narzuca pewne standardy zachowania, ruchu, które były typowe dla epoki, o której opowiadamy. Ubrania, fryzura i makijaż sprawiają, że nie czuję się już Magdą Cielecką. Jestem Konstancją Morawiecką.

Wspomniała pani, że od Konstancji dzielą panią konwenanse, ale emocje pozostają takie same. Na ile kobiety i ich problemy się zmieniły od czasów belle époque?

Porównując życie kobiet z początków XX wieku z naszym, od razu nasuwa się refleksja, że my mamy zdecydowanie łatwiej. Dzisiaj mamy dużo większe możliwości, mimo że wciąż walczymy o, wydawać by się mogło, podstawowe kobiece prawa.

Wówczas kobiety – pod warunkiem, że urodziły się arystokratkami, jak Konstancja – wiodły wygodne i dostatnie życie. Miały służbę i pieniądze, mogły do pewnego stopnia korzystać z życia, ale i tak były pozbawione możliwości kształcenia się, decydowania o sobie. Nie wspominając o prawie wyborczym, bo walka o nie dopiero się zaczynała. Kobiety były ozdobą dla męża, nikt nie wyobrażał sobie, że mogłyby się spełniać w innej roli. To był pewien rodzaj ubezwłasnowolnienia. Młode dziewczyny szybko wydawano za mąż. Nie liczyła się romantyczna miłość, tylko względy praktyczne. Myślę, że ta epoka skrywa w sobie wiele dramatów.

Konstancja w młodości straciła wielką miłość. Teraz jej ukochany Jan, grany przez Pawła Małaszyńskiego, wraca po latach nieobecności do Krakowa.

Ich miłosna historia zaczyna się od bardzo dramatycznego wydarzenia. Dwie najbliższe Konstancji osoby, jej brat Lucjan i narzeczony Jan w wyniku splotu okoliczności są zmuszeni wziąć udział w pojedynku. Nie mogę zdradzić, co się wydarzy, ale konsekwencje tego konfliktu odbijają się szerokim echem w życiu zarówno Jana, jak i Konstancji. Para rozstaje się na dziesięć lat, ponieważ Jan musi uciekać z kraju. Można więc powiedzieć, że „Belle Epoque” zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem jest jeszcze bardziej burzliwie.

Stara miłość nie rdzewieje?

Po latach rozłąki bohaterowie odkrywają, że łączące ich uczucie jest wciąż żywe. Próbują ponownie zbliżyć się do siebie, ale nie jest to łatwa relacja. Pojawiają się problemy z zaufaniem, niedopowiedzenia, brak pewności, kim tak naprawdę jest osoba, którą kochamy.

Belle époque to czas prosperity, wielkich odkryć i światowego pokoju, ale także epoka pełna mroku. Co panią najbardziej fascynuje w tym okresie?

Dla mnie w tym serialu najciekawszy jest właśnie dualizm tego okresu. Przeciwstawienie piękna tej epoki, z jej umiłowaniem do kultury i nauki, z dekadentyzmem i przywiązaniem do konserwatywnych wartości i wciąż żywej wiary w przesądy. Pamiętajmy, że właśnie na przełomie XIX i XX wieku miał miejsce niesamowity rozkwit w sztuce – to początki kina, w malarstwie dominował impresjonizm, pojawiały się także nowe nurty w muzyce. Niezwykle prężnie rozwijała się nauka – wtedy wynaleziono elektryczność, która zrewolucjonizowała życie człowieka, pojawiły się nowe metody leczenia chorób czy ścigania przestępców, które wciąż są wykorzystywane także dzisiaj. Społeczeństwo stawało się coraz bardziej świadome swoich praw, powstawały robotnicze ruchy rewolucyjne. Nigdy wcześniej w historii człowiek nie był tak pewny swoich możliwości i wiary w lepsze jutro.

Ten dualizm jest bardzo obecny w serialu. Osią fabularną jest kryminalne śledztwo, w które zostają uwikłani Jan i Konstancja.

To prawda. Ludzie w tym czasie zajmowali się konsumowaniem piękna na szeroką skalę – chodzili w pięknych strojach, podróżowali eleganckimi dorożkami. Równocześnie tuż obok rozgrywały się wielkie dramaty tych, którzy mieli w życiu odrobinę mniej szczęścia – choroby, zbrodnie w ciemnych zaułkach i wszystko to, co składa się na naturalną skłonność człowieka do grzechu. Stroje, wnętrza mogą być piękne, a maniery nienaganne, ale to tylko zasłona dymna. Każdy ma coś na sumieniu. Rynsztok i pałace to w gruncie rzeczy dwa oblicza tej samej epoki, pełnej sprzeczności i szalenie fascynującej.

Akcja „Belle Epoque” rozgrywa się w Krakowie. Jak wyglądało to miasto w tym okresie?

Nie żyłam w tych czasach [śmiech], ale Kraków w „Belle époque” jest zbudowany z przeciwieństw. Serce Krakowa, na czele ze Starym Miastem, pięknymi kamieniczkami oraz arystokracją, która w nich mieszkała, reprezentowało poziom dorównujący innym dużym miastom europejskim. Jednak jeśli zajrzeć odrobinę głębiej, w podwórkach, ciemnych zakamarkach rzeczywiście czai się nędza, wiara w zabobon i desperacja, która potrafi doprowadzić człowieka do ostateczności. „Belle Epoque” pokazuje szczery obraz człowieka, który przecież jest i pełen romantycznych ideałów, i skłonny do okrucieństwa; dąży do piękna i rozwoju, jednocześnie pielęgnując w sobie skłonność do zła.

Rozmawiała Małgorzata Steciak