Belle Epoque

NOWY SERIAL

ŚRODA 21:30

OD 15 LUTEGO

TVN

W oparach erotyzmu, czyli sztuka inna niż wszystkie

Udostępnij Tweetnij Wykop

Późny wieczór. Scena skąpana w przytłumionym świetle. Na niej rekwizyty rozbudzające fantazję. Po twarzach widowni błądzi uśmiech podniecenia. Nagle pojawia się ona – uosobienie piękna i kobiecości, okryta zmysłowymi koronkami, głaszczącymi zadbane ciało piórami, w gorsecie podkreślającym idealną talię i w równie idealnym makijażu. Zaczyna swój występ.

Źródło: Shutterstock.com

Wbrew pozorom to nie opis klubu ze striptizem, tylko burleskowe show, w Polsce rozsławione przez Pin Up Candy oraz film z Christiną Aguilerą i Cher. Mimo nagród, jakie nasza reprezentantka przywozi ze światowych festiwali i komercyjnego sukcesu dzieła Steve’a Antina, przeciętny Polak o takiej sztuce może słyszał, ale nigdy jej nie widział i niewiele wie o sukcesach naszych rodaków w tej dziedzinie. Tymczasem burleska ma długą historię.

Powstała w XVIII wieku jako forma teatralna parodiująca poważne tematy poruszane w dziełach operowych lub operetkowych i służyła rozrywce. Już sama nazwa (od włoskiego burlesco, co znaczy „śmieszny, żartobliwy”) mocno podkreśla jej zabawowy charakter. Początkowo nie miała erotycznego wydźwięku. Ten rozwinął się w drugiej połowie XIX wieku w pruderyjnych Stanach Zjednoczonych. Spragnieni wrażeń mężczyźni przychodzili na występy skąpo ubranych aktorek, a one oprócz prezentowania tańców i śpiewów raz po raz odsłaniały kolejne fragmenty swoich młodych ciał.

W 1912 r. w Nowym Jorku bracia Minsky otworzyli pierwsze kluby, w których można było zobaczyć burleskowe show przypominające postać, w jakiej znamy je dzisiaj. I choć na brak publiczności nie mogli narzekać, to konserwatywne prawo skutecznie utrudniało organizowanie przedstawień. W Stanach Zjednoczonych surowo zabraniano eksponowania nagości na scenie. Bracia Minsky i ich tancerki świetnie jednak radzili sobie z ograniczeniami, a kto wie, może nawet mieli swoje sztuczki, by złagodzić surowość cenzorów. Świetność burleski stłamsiły nieco Wielki Kryzys i prohibicja, kiedy to część klubów została zamknięta, a inne przeniosły się do podziemia. Sztuka powróciła dopiero w połowie XX wieku, na nowo podbijając kluby i wkraczając do kina. Jedną z pierwszych wielkich gwiazd burleski była aktorka Gypsy Rose Lee, której uwodzicielskie tańce erotyczne przeszły do historii.

Obecnie burleski nie da się zamknąć w prostej definicji. Jej odcieni jest tyle, ile piór w wachlarzach tancerek. Nikogo już nie gorszy odsłonięte kobiece ciało, co więcej – sztuka ta doczekała się swojej męskiej wersji. W Polsce pierwszym z performerów boyleski jest Jimmy Bottle, na co dzień współpracujący z Pin Up Candy i jeżdżący ze swym show po festiwalach na całym świecie. Joannie Majdańskiej opowiedział, czym jest współczesna burleska oraz dlaczego warto choć raz zobaczyć ją na żywo − nie tylko, by poprawić sobie humor i nacieszyć oczy pięknymi widokami.

Joanna Majdańska: Burleska – bardziej sztuka teatralna czy rozrywka dla głodnych erotycznych wrażeń?

Jimmy Bottle: Nie łączyłbym burleski z głodem erotycznych wrażeń, bo to kojarzy się z nocnymi wypadami panów, którzy zerwali się ze smyczy. Burleska ma bardzo dużą wartość artystyczną. Filmy wmawiają nam, że łakniemy erotyki, a tak naprawdę ludzie są głodni sztuki. To, co proponuje nam świat, to tylko tabletka życia i na sztukę przez duże S nie ma miejsca. To media ustalają, co w ich opinii jest wartościowe, choć te propozycje mają niewiele wspólnego z artyzmem. W burlesce bez wątpienia można doszukać się sztuki. Oczywiście jest ona podszyta erotyzmem, ale to nieodłączna cecha sztuki. Rzadko kiedy nie jest ona podszyta albo religią, albo erotyzmem.

I jeszcze polityką

Ja bym nie mieszał w to polityki. Zresztą to słowo obecnie nadużywane. Polityczny był starożytny Rzym. W średniowieczu pojawiła się sztuka teokratyczna i trwała przez długi czas. Teraz następuje próba powrotu do polityki, ale my nie potrafimy się w tym odnaleźć.

Czy burleska cieszy się w Polsce popularnością? Ile osób przychodzi na występy?

Polski odbiorca nie ma tak naprawdę autonomii, jeśli chodzi o wybór sztuki. Jesteśmy uzależnieni od tego, czy pewne informacje zostaną nam przekazane. Burleska nie jest odpowiednio promowana. Informacji na jej temat jest niewspółmiernie mniej niż opisów kreacji celebrytek. Na festiwalach w Berlinie, Paryżu czy w wielu innych europejskich miastach, w których występowałem, miałem okazję obserwować różną publiczność. Polscy widzowie są wyśmienici. Za granicą burleska jest bardzo propagowana, u nas to dopiero się zaczyna.

Czyli jeszcze wiele przed nami?

Nie ująłbym tego w ten sposób. Polska burleska jest na bardzo wysokim poziomie. Jeździmy na międzynarodowe festiwale, na których wygrywamy pierwsze nagrody. Media zupełnie pominęły fakt, że nasza reprezentantka Pin Up Candy zdobyła ostatnio koronę klasycznej burleski na festiwalu w Moskwie, gdzie zmierzyła się z reprezentacją ogromnego państwa, jakim jest Rosja, i wielu innych krajów.

Może Polska nie jest gotowa na rozrywkę w takiej formie?
Media robią z burleski nie wiadomo co. Kiedy w Europie nikogo nie szokuje fakt opalania się nago, my zastanawiamy się, czy pierś kobieca to coś, co należy obciąć.

Może to przez powracającą modę na tradycjonalizm i konserwatyzm?

Zna pani kogoś, kogo szokuje naga kobieta? Ja nie, a obracam się wśród wielu osób.

Jak zaczęła się pana przygoda najpierw z burleską, a potem boyleską?

Miałem tę przyjemność, że burleskę poznałem bardzo dobrze od strony technicznej, kiedy sam przygotowywałem takie występy. Podglądałem performerów, więc wiedziałem dokładnie, jak przygotowują się do show, na co zwracają uwagę, co jest ważne. Począwszy od kostiumu, by był prosty do spakowania i przewiezienia, kończąc na sposobach walki ze stresem i dysponowania czasem (chodzi o wyjazdy). Kiedy kreowałem swoją postać, byłem już o krok przed tymi, którzy startują bez wiedzy zza kulis.

Napisał pan kiedyś, że boyleska powinna być opozycją dla burleski, natomiast nią nie jest. Czym więc jest boyleska?

Boyleska, podobnie jak burleska, opiera się na seksualności, a ta jest dwojaka. Od początku istnienia burleska była zdominowana przez kobiety i kierowana głównie do mężczyzn. W pewnym momencie emancypacja stworzyła zapotrzebowanie na przedstawienia dla tej drugiej płci. Pierwsze były występy kobiet dla innych kobiet. Wtedy w prasie pojawiły się hasła, że burleska to feministyczny manifest, pewna terapia dla zagubionych pań, które w końcu mają okazję wyjść i zobaczyć swoją kobiecość z boku. Z czasem powstało zapotrzebowanie na mężczyzn. Dowodem były niezwykle popularne występy chippendalesów. Kobiety lubią patrzeć na nagie męskie ciała, pożądać ich. Takie pokazy mają charakter bardziej striptizowy. Boyleska proponuje coś innego.

Czyli na widowni boyleski przeważają kobiety?

Trudno powiedzieć. Ja nie daję osobnych występów, moje przedstawienie jest częścią większej całości, dużych show burleskowych.

Czym się pan inspirował, tworząc swój wizerunek sceniczny?

To wynik natchnienia. Moją wizją jest pan z wąsami. Przeanalizowałem ten archetyp i uznałem, że jest fajny. Występuje w książkach, jak chociażby komisarz Poirot, w bajkach – atleta Brzechwy, wąsy ma też złodziej na dachu czy żołnierz z czasów I wojny światowej. Taki wizerunek mężczyzny jest głęboko zakorzeniony w naszej świadomości. Tylko że on nagle zniknął. Postanowiłem odtworzyć typ faceta z podkręconym wąsem, melonikiem i laską. To są fajne przedmioty, które prowokują do tworzenia impresji na swój temat. Melonik jest świetnym rekwizytem, bo to tak naprawdę rodzaj kasku. Głównie używają go górnicy w kopalni złota w Ameryce. To symbol klasy średniej, na salonach pojawił się później.

Pana występy służą wyłącznie rozrywce czy komentują rzeczywistość?

Oczywiście, że komentują, tylko w sposób delikatny. Np. mój występ w roli XIX-wiecznego atlety w koszulce w paski jest odpowiedzią na kobiece fantazje. Panie tęsknią za strongmenami. Jestem przekonany, że część audytorium po moim występie zaczyna zastanawiać się, co myślały kobiety sto lat temu, jaki typ mężczyzn im się podobał. Każde show rodzi pytania. Burleska to taka petarda – z jednej strony sztuka podszyta erotyzmem, z drugiej mocne przeżycia intelektualne.

Gdzie w najbliższym czasie możemy zobaczyć pana występy?

Rozpoczęliśmy bardzo aktywny rok. W lecie zapraszam do Chorwacji na festiwal burleski, gdzie będę reprezentował Polskę. By być na bieżąco, polecam śledzić facebookowy fanpage Pin UP Candy Burlesque Star – tam na bieżąco wpadają informacje o naszych występach.

Joanna Majdańska