Belle Epoque

NOWY SERIAL

ŚRODA 21:30

OD 15 LUTEGO

TVN

Na tropie sensacji – czym żyła prasa przełomu wieków

Udostępnij Tweetnij Wykop

Na koniec XIX wieku przypada rozwój dziennikarstwa. Chęć pozyskania nowych czytelników skłania dziennikarzy do poszukiwania coraz to bardziej sensacyjnych i trudnych tematów. Morderstwa, gwałty, wypadki – opisywano wszystko, co mogło przełożyć się na wzrost poczytności gazety. Zobaczcie, jakie niewygodne tematy podejmowała modernistyczna prasa.

Morderstwa na tle religijnym

W okresie belle époque nasilały się nastroje antysemickie. Pokłosiem tych prześladowań była sprawa Leopolda Hilsnera, którą śledziła zarówno ówczesna prasa katolicka, jak i żydowska. W przeddzień Wielkanocy roku 1899 w lesie nieopodal Polnej odnaleziono ciało kobiety z poderżniętym gardłem. Winą obarczono trzech włóczęgów żydowskiego pochodzenia widzianych wcześniej niedaleko miejsca zbrodni – w tym właśnie Hilsnera. Padały głosy, że mogło dojść do morderstwa na tle rytualnym. Sprawcy najprawdopodobniej chcieli pozyskać chrześcijańską krew do tajemniczych religijnych obrzędów. Śledztwo w sprawie Hilsnera nie wykazało wiele, głównym dowodem w sprawie miały być plamy na spodniach oskarżonego, które zdaniem chemików mogły być śladami krwi ofiary. Dodatkowo nieliczni świadkowie zeznawali, że widzieli nóż, którym włóczęga miał dokonać rytualnego mordu. Narzędzia zbrodni ostatecznie nie odnaleziono. Z biegiem czasu odkryto jednak kolejne ciało. Tym razem była to zaginiona przed rokiem służąca z pobliskiej wsi. Od tamtej chwili oskarżony sądzony był więc za dwa morderstwa. W 1900 roku Hilsner został skazany na śmierć, wyrok ten zmieniono jednak na dożywocie. Wkrótce za sprawą aktu łaski cesarza uwolniono go. Media jednak o nim nie zapomniały. W roku 1913 czasopismo „Izraelita” opublikowało artykuł „Sprawa Hilsnera”, zaś „Dziennik Poznański” jeszcze w trakcie procesu śledził losy skazanego, regularnie publikując artykuły pod wspólną nazwą „Proces o morderstwo w Polnej”. Prawdziwego zabójcy nigdy nie odnaleziono.

Źródło: Shutterstock.com

Zbrodnia na Jasnej Górze rodem z gotyckich powieści

Proces mnicha Damazego Macocha wstrząsnął nie tylko polską, ale i europejską prasą. „Gazeta Robotnicza” zamieściła 13 października 1910 roku artykuł o mocno brzmiącym tytule „Jasnogórska jaskinia zbrodni”. W lipcu tego samego roku we wsi pod Częstochową wyłowiono zakrwawioną sofę, w której znajdowało się zmasakrowane ciało Wacława Macocha. Odpowiedzialnym za morderstwo miał być zakonnik Damazy Macoch, kuzyn denata. Zakonnik dokładnie zaplanował zbrodnię. Damazy wezwał Wacława na Jasną Górę pod pretekstem udzielenia pożyczki. Przed popełnieniem zbrodni zamordowany miał wyłudzać od mnicha pieniądze i grozić, że wyjawi prawdę o jego romansie z Heleną Krzyżanowską, żoną Wacława. W przypływie gniewu zakonnik zamordował krewnego siekierą i ukrył jego ciało w sofie, którą później utopił w Warcie.
Gdy Damazy dowiedział się o odnalezieniu zwłok, niezwłocznie uciekł do Wiednia, został jednak zatrzymany. Dalsze śledztwo wykazało, że Macoch i jego dwaj wspólnicy od lat okradali jasnogórski skarbiec, gromadząc niebotyczną sumę kilkudziesięciu tysięcy rubli. Za te pieniądze Damazy opłacał wystawne przyjęcia, między innymi wesele brata i kochanki w Hotelu Europejskim w Warszawie, obsypywał również Helenę wystawnymi podarunkami. Macoch został skazany na dwanaście lat więzienia, gdzie umarł po czterech latach.

Dzieciobójczyni z Antoniówki

Sprawa Dolińskiej wstrząsnęła mieszkańcami Radomia i całej Polski. Radomskie „Słowo” z 13 grudnia 1923 roku pisało „Pozbawiła życia czworga swoich małoletnich dzieci”, zaś „Gazeta Poznańska” opublikowała wzmiankę „Zabiła cztery własne dzieci”. W połowie grudnia Marianna Dolińska, kobieta romskiego pochodzenia, stawiła się na posterunku policji w Radomiu z informacją, że ubiegłej nocy zabiła własne dzieci. Funkcjonariusze bezzwłocznie udali się na miejsce tragedii, gdzie przekonali się, że Dolińska mówi prawdę. Spytana o powody zbrodni morderczyni oznajmiła, że jej mąż i zarazem jedyny żywiciel rodziny został tydzień wcześniej aresztowany pod zarzutem wielokrotnej kradzieży. By uchronić dzieci przed nędzą i głodem, zdecydowała się więc ukrócić ich cierpienia.
Oczywistym było, że z dnia na dzień kobieta popadała w coraz to większy obłęd, który skończył się tragedią. Jej niekontrolowane napady szału i kilkudniowe stany całkowitego stuporu wzbudziły zainteresowanie psychiatrów, którzy stwierdzili u niej chorobę afektywną dwubiegunową. Resztę swoich dni Dolińska spędziła w szpitalu psychiatrycznym.

Zabójcy z lasu chojnowskiego

W roku 1907 odbył się głośny proces Franciszka i Jana Kremerów, braci kłusowników, którzy odpowiadali za zabójstwo leśniczego w lesie chojnowskim. Szczegółowe sprawozdanie z procesu zamieszczał „Dziennik Poznański” w marcu 1907 roku – „Proces o morderstwo przed sądem przysięgłych w Poznaniu” i w czerwcu tego samego roku podczas apelacji stworzył kilkudniowy cykl – „Proces przeciwko Kramerom”. W pierwszej wersji wydarzeń mężczyźni zaczaili się na przejeżdżającego rowerem leśniczego i oddali w jego stronę strzały z dwóch stron. Jedynie pocisk Franciszka miał dosięgnąć celu. Następnie mieli oni gonić rannego leśniczego i kolejnymi dwoma pociskami dokończyć nikczemnego dzieła. Wkrótce po wydaniu wyroku – Franciszek został skazany na śmierć, Jan otrzymał wyrok ośmiu lat więzienia – bracia zdecydowali się na apelację.
Cały proces śledziła ówczesna prasa krajowa. Podczas procesu bracia zaprzeczyli poprzednim zeznaniom i zgodnie stwierdzili, że Jan nie był zamieszany w morderstwo leśniczego. Dalsze śledztwo i zeznania świadków wykazały jednak, że taka wersja zdarzeń jest niemożliwa – zabójca musiał mieć pomocnika. Pierwsze dwa strzały następowały w zbyt krótkim odstępie czasowym, poza tym świadkowie widzieli obu braci wracających do domu po dokonaniu morderstwa. Kara pozostała niezmieniona.

Patryk Wieczorek