Belle Epoque

NOWY SERIAL

ŚRODA 21:30

OD 15 LUTEGO

TVN

Maria, która stała się Piotrem. Najtragiczniejsza postać Młodej Polski?

Udostępnij Tweetnij Wykop

Najpierw kazała sobie wyrwać zęby. Chciała, żeby jej twarz straciła kobiece rysy. Potem obcięła włosy i spaliła wszystkie suknie. Maria Komornicka miała 31 lat, gdy stała się Piotrem Włastem. Ćwiczyła mięśnie, mówiła o sobie jako mężczyźnie. Umarła w zapomnieniu. Do dziś to jedna z najbardziej niezrozumianych kobiet w Polsce.

Magdalena Drozdek

Był czerwiec 1907 r., kiedy Anna Dunin-Wąsowicz wyjechała z córką do uzdrowiska w Kolbergu (dzisiejszego Kołobrzegu). Maria miała omamy, jej psychika z każdym dniem coraz bardziej się rozsypywała. Jej matka miała nadzieję, że morskie powietrze jakoś jej pomoże. Któregoś wieczoru zajrzała do hotelowego pokoju córki. Ta zdążyła spalić w piecu wszystkie swoje suknie i kobiece ubrania oraz obciąć włosy. Zszokowanej matce obwieściła, że potrzebuje czegoś męskiego. Już nie była Marią, lecz Piotrem Odmieńcem Włastem.

Źródło: Shutterstock.com

Tatuś, co dzieci maltretował
Maria dorastała w zamożnej ziemiańskiej rodzinie. Razem z rodzicami i pięciorgiem rodzeństwa mieszkała w majątku w Grabowie. To nie była idealna rodzina. Anna z Dunin-Wąsowiczów poślubiła Augustyna Komornickiego z rozsądku, nie z miłości. Kochała pewnego żołnierza, który trafił na Sybir. Augustyn był wyjątkowo apodyktycznym ojcem. Lata wcześniej musiał porzucić studia prawnicze, by zajmować się rodzinnym majątkiem, a za niespełnione ambicje odgrywał się na swoich dzieciach.

Nie szczędził im uwag i kar cielesnych. Zachowała się opowieść o tym, jak któregoś dnia poturbował dwuletnią Marię, bo za głośno płakała w nocy i nie pozwalała mu zasnąć. Choć Maria była malutka, urazę do ojca, a może i w ogóle do mężczyzn, zachowała do końca życia. Rodzina szybko przyzwyczaiła się do brutalnych zachowań Augustyna. Przecież chciał dla nich jak najlepiej.

Inna sprawa, że Augustyn potrafił docenić talenty swoich dzieci. Szczególnie Marii, która już jako nastolatka zaczęła spełniać się jako pisarka. Ojciec nie szczędził pieniędzy na jej wykształcenie. Nie miała nawet 10 lat, kiedy zatrudnił specjalnie dla niej profesora z uniwersytetu. Prowadziła rodzinną kronikę, pisała wiersze. Miała 13 lat, gdy wyprowadzili się do Warszawy. Maria dostała osobny pokój, co nie podobało się reszcie rodzeństwa. A dziewczyna lubiła wykorzystywać swoją pozycję. Po kilku latach miało się to na niej zemścić.

Co się stało na posterunku?
Jako 16-latka zadebiutowała w „Gazecie Warszawskiej”. Zdaniem wielu była genialna i odważna. Jej rodzina miała na to zupełnie inny pogląd. Brat Marii uważał, że jest za młoda, by wkroczyć na salony, że odkąd zaczęła odnosić sukcesy, odwróciła się od rodziny i „zepsuł się jej charakter”. Dziewczynę wspierał za to kuzyn Bolesław Lutomski. Po dwóch latach od debiutu, dzięki pomocy Lutomskiego i pieniądzom ojca, Maria wydała pierwszy tom opowiadań pt. „Szkice”. Pisała o „potężnej i wstrząsającej symfonii duchowego życia”. Choć same opowiadania nikogo nie zachwycały, to postać Komornickiej już tak.

Lutomski wprowadził Marię na salony, a ona szybko się w nim zakochała. Romans jednak trwał niedługo. Kuzyn zerwał z nią, a dziewczyna wpadła w depresję. Zerwanie przeżyła tak boleśnie, że co rusz nachodziły ją myśli samobójcze. Któregoś wieczoru założyła na głowę chustkę służącej i wybiegła z domu. Chciała utopić się w Wiśle. Trudno powiedzieć, czy było to szczęście w nieszczęściu – po drodze zauważył ją carski patrol. Nastolatka spacerująca nocą samotnie ulicami Warszawy? To kojarzyło się jednoznacznie. Panowie wzięli Marię za prostytutkę i odwieźli do cyrkułu. Tam miała zostać poddana „oględzinom lekarskim”. Niektórzy wskazują, że została tam zgwałcona, ale Maria nigdy wprost nie opisała, co się wtedy stało. Wiadomo jednak, że to wydarzenie odcisnęło na niej bardzo silne piętno. Podobno to właśnie wtedy nabrała obrzydzenia do erotyzmu i bycia kobietą.

Maria niedługo później zaprzyjaźniła się z Wacławem Nałkowskim, ojcem pisarki Zofii Nałkowskiej, i Cezarym Jellentą. Socjalista i Żyd – jej ojciec był przerażony zachowaniem córki. Maria z nowymi przyjaciółmi zdążyła napisać jeden z najważniejszych manifestów Młodej Polski – „Forpoczty”. Pisali w nim o nadziei na to, że jeszcze przyjdzie kiedyś sztuka wolna od uprzedzeń. Wolny od nich nie był jednak ojciec dziewczyny, który postawił jej ultimatum: albo kończy z tymi wolnościowymi bzdurami i wraca na wieś, albo jedzie na studia do Cambridge. Komornicka postawiła na zagranicę.

Kraj słynnych sufrażystek rozczarował Polkę. W swoim pamiętniku pisała: „rektor ma policyjną władzę aresztowania każdej kobiety, która wyjdzie na ulicę wieczorem”. W dzień nie było lepiej. Studentki do biblioteki musiały chodzić w asyście mężczyzny. Komornicka nie widziała tam dla siebie miejsca. Chodziła tylko na zajęcia przygotowujące do studiów, ale studiowania konkretnego przedmiotu nigdy się nie podjęła. Uciekła do Warszawy, do domu Nałkowskich i wywołała tym niemały skandal. W mieście plotkowano, że jest kochanką Wacława.

Wytykali ją palcami sąsiedzi, wytykała też rodzina. Gdy w 1895 r. Augustyn umierał na serce, rodzeństwo przyznało zgodnie, że to wina Marii, bo swoim zachowaniem wpędziła ojca do grobu. Mężczyzna zmarł, a jego dzieci zaczęły wojnę o spadek. Najstarszy brat Marii, Jan chciał zrobić wszystko, by ją wydziedziczyć. Któregoś dnia wybuchła w ich domu taka awantura, że Jan wezwał lekarza, by zrobił Marii zastrzyk uspokajający. Dziewczyna czuła się poniżona.

Po gardziołku
Maria nie miała oparcia w rodzinie, więc próbowała szukać miłości gdzie indziej. Uwiodła wspomnianego już Jellentę, który później pisał o niej: „skąd się wziął ten genialny gnom w spódnicy, ta żywa puszka Pandory: szyderstw, ironii, parodii i karykatur, ta staroszlachecka, słowiańska boginka (…), paradoksalna mieszanina buty i naiwności życiowej, zgrzytliwości i słodyczy niewymownej?”.

Jednak jej najważniejszy związek to ten z pisarzem Janem Lemańskim. Poznali się w 1897 r. w jednym z literackich salonów. Był od niej o dziesięć lat starszy. Szybko okazało się, że Jan miał na punkcie ukochanej obsesję. Był chorobliwie zazdrosny. Potrafił śledzić ją godzinami, urządzał publicznie awantury. Jeden ze znajomych Marii opisywał scenę, podczas której Lemański, widząc jak żona rozmawia z innym mężczyzną w restauracji, wyciągnął dwa noże i zaczął je o siebie ostrzyć. Pod nosem powtarzał w kółko: „po gardziołku”.

Wkrótce Maria wyszła za Jana za mąż. Uprosiła go, by rzucił dawną pracę i by wybrali się w podróż poślubną do Galicji. W Krakowie na Plantach Maria omal nie zginęła z ręki męża. Jak to się stało? Razem z kuzynem Komornickiej, Juliuszem Oszackim wracali z restauracji do domu. Podczas spaceru Maria rozmawiała z Juliuszem, gdy nagle jej mąż wyciągnął pistolet i zaczął strzelać do kuzynostwa. Trafił Marię dwa razy w rękę. Strzelał, bo był przekonany, że Marię i Juliusza łączy romans. Cała trójka trafiła przed sąd. Maria jednak stanęła po stronie męża. Jedną z kul przerobiła nawet na breloczek. Jan mimo wszystko trafił do więzienia, ale Maria od niego nie odeszła. Gdy Lemański został zwolniony, udali się w podróż po Europie. Przepuszczali pieniądze na zabawy i hazard. Większość ich przygód sponsorowała rodzina z Warszawy. Wrócili do Polski w 1900 r. W rodzinnym Grabowie, ku zaskoczeniu wszystkich, Maria ogłosiła, że rozstaje się z mężem. On podobno jeszcze przez kilka tygodni śledził Komornicką z rewolwerem w kieszeni. Nie wiadomo, co między nimi zaszło, ale w jego późniejszej twórczości malował się wstręt do kobiet.

Paciorki na podłodze biblioteki
Po rozwodzie coraz więcej osób brało Marię za dziwaczkę, jednak wciąż chętnie drukowano jej prace. Teksty Komornickiej ukazywały się w „Życiu” i „Głosie”, współpracowała także ze słynną „Chimerą”. W 1903 r. opublikowała autobiograficzną powieść „Biesy”. Pisała: „Umiałam tylko tworzyć i niszczyć. Kochać nie umiałam”.

Jeszcze w tym samym roku wyjechała do Paryża. Stamtąd wciąż słała teksty do „Chimery”. Kilka tygodni później „Miriam” Przesmycki dostał od pracownika tamtejszej Biblioteki Polskiej ten list: „Pani Maria Komornicka znajduje się obecnie w stanie tak silnego rozdrażnienia czy też wyczerpania nerwowego, że zachodzą poważne obawy o jej zdrowie i stan umysłu. Piszę pod świeżym wrażeniem zachowania pani K. dzisiaj w Bibliotece – między innymi dwa razy klękała do odmawiania modlitw w sali publicznej”.

Maria miewała omamy i napady histerii. Do Francji przyjechała wreszcie jej matka. Komornicką na miesiąc umieszczono w zakładzie dla psychicznie chorych. To właśnie tam kazała wyrwać sobie zęby.

Jej zachowanie zmieniło się na dobre po powrocie do Polski. W 1907 r. w gazecie wyczytała o zawaleniu się sufitu w budynku Dumy w Petersburgu. Pisała, że „jej umysł do normy już nie wróci”. Matka interweniowała raz jeszcze. Zabrała córkę do wspomnianego już Kołobrzegu, gdzie narodził się Piotr Odmieniec Włast. Zaczęła się jego tułaczka po zakładach dla obłąkanych. Nikt z rodziny nie chciał się do Piotra przyznać. „Żądam opuszczenia nędznego miejsca wariata w tym zakładzie. Mój niedorozwój płciowy nie jest powodem dręczenia mego ducha, który jest zdrowy i potrzebuje pola działania” – pisał w liście do matki. Podpisywał się „kochający syn”. Piotr wierzył też, że jego rodzina to członkowie monarchii, a matka-królowa powinna mianować dyrektora zakładu psychiatrycznego na cesarza Niemiec.

Po wybuchu I wojny światowej Piotr mógł wrócić do Grabowa. Brat wydzielił mu kawałek strychu do mieszkania. Tam powstało najważniejsze dzieło w dorobku Własta/Komornickiej – „Xsięga poezji idyllicznej”. Na strychu nikt go nie odwiedzał, on sam izolował się od ludzi. Czasem widywano go, jak w surducie i z cygarem w dłoni przechadzał się po ogrodzie. Dzieci mówiły na niego „dziad Piotr”.

Wybucha kolejna wojna. W 1944 r. Komornicy uciekli z Grabowa, a Piotr trafił pod opiekę młodszej siostry Anieli. Ona umieściła go w domu starców. Ostatnie lata życia spędził chory na artretyzm. Do siostry pisał listy, pod którymi podpisywał się już jako Maria.

Komornicka umarła 8 marca 1949 r. Pochówkiem zajęły się zakonnice z przytułku. Na pogrzebie obecne były tylko one i Aniela. Marię pochowano w damskiej sukni. To była jej ostateczna kapitulacja.