Belle Epoque

NOWY SERIAL

ŚRODA 21:30

OD 15 LUTEGO

TVN

Kraków - miasto, którym rządził strach

Udostępnij Tweetnij Wykop

Nowy serial stacji TVN „Belle Epoque”, przedstawiający mroczne oblicze Krakowa z początku XX wieku, rozpoczyna się od powrotu Jana Edigeya-Koryckiego (Paweł Małaszyński) do rodzinnego miasta w roku 1908. Kraków zmienił się przez kilka lat jego nieobecności, ale w dalszym ciągu łączy w sobie dualizm charakterystyczny dla okresu belle epoque, kiedy to nagły rozwój technologiczny i intelektualny szedł ramię w ramię z zabobonami i zagadkowymi zbrodniami.

Źródło: Shutterstock.com

Kraków od lat stanowił świetną scenerię dla wszelkiej maści kryminałów, inspirując twórców opisami prawdziwych zbrodni. W czasach belle epoque (okres przypadający umownie na lata 1871-1914) mieszkańcy Krakowa żyli wieloma sprawami głośnych zabójstw, których tajemniczy przebieg wzbudzał strach i działał na wyobraźnię. Do historii przeszła między innymi tragiczna historia profesora Ludwika Zejsznera, pioniera polskiej geologii i mineralogii, zamordowanego w styczniu 1871 roku. Podejrzenie padło na nowego lokaja, który zniknął wkrótce po odnalezieniu ciała profesora, na którym widniały ślady duszenia przy użyciu powrozu. Na krakowian padł blady strach, jednak podejrzany nie przebywał długo na wolności. Lokaja udało się pojmać i postawić przed sądem. Zeznania mężczyzny były niejasne, a prokuratura nie była nawet w stanie ustalić tożsamości podejrzanego. Wszystko wskazywało jednak na to, że lokaj znał się z profesorem przed laty, a jego morderstwo było podyktowane zemstą, wynikającą z jakiegoś dawnego zatargu. Kradzież kilku cennych przedmiotów z domu profesora miała wskazywać na charakter rabunkowy, jednak motyw zemsty był bardziej przekonujący dla sądu, który skazał mordercę na karę śmierci, zamienioną w akcie łaski na dożywocie.

Kluczową postacią w kryminalnej historii Krakowa z lat 40. i 50. XX wieku był Władysław Mazurkiewicz, nazywany w gazetach „Eleganckim mordercą” i „Upiorem krakowskim”. Zawsze dobrze ubrany, cechujący się nienagannymi manierami Mazurkiewicz miał na swoim koncie ponad 30 zabójstw, mimo że sąd wydał wyrok na podstawie sześciu udowodnionych zbrodni. „Upiór krakowski” mordował z pobudek materialnych, używając cyjanku potasu lub broni palnej. Jego mordercza seria trwała od początku lat 40. do 1956 roku. Przez wiele lat zakładano, że mężczyzna był współpracownikiem Gestapo, a następnie powojennego Ministerstwa Bezpieczeństwa Wewnętrznego, czego jednak nie zdołano udowodnić. Pewnym jest, że Mazurkiewicz cieszył się bezkarnością i przychylnością prokuratury, zaś jego proces to przykład kompromitacji wymiaru sprawiedliwości. Krakowscy świadkowie bali się zeznawać, oskarżyciel wykazywał opieszałość, zaś adwokat próbował udowodnić, że Mazurkiewicz zabijał wyłącznie osoby niepełnowartościowe (Żydów, członków rodzin arystokratycznych) z punktu widzenia społeczeństwa socjalistycznego.

Psychozę strachu w Krakowie wywołał również Karol Kot, niesławny „Wampir z Krakowa”. Nastolatek z inteligenckiej rodziny odpowiadał przed sądem za zabójstwo dwóch osób, dziesięć prób zabójstwa oraz cztery podpalenia. Wszystkich tych czynów dokonał jeszcze przed przystąpieniem do egzaminu maturalnego w 1966 roku. Jego ofiarami padały starsze kobiety i dzieci. Kot wykazywał zainteresowanie bronią palną i militariami, jednak jako narzędzi zbrodni używał bagnetu i trucizny. Jego śmiałe próby dokonywania zabójstw rzuciły blady strach na mieszkańców Krakowa, którzy nie czuli się bezpiecznie nawet w miejscach publicznych. Chłopak zaatakował między innymi samotną kobietę modlącą się w kościele i dzieci zjeżdżające na sankach. Karol Kot pozostawał bezkarny przez niemal dwa lata, mimo że milicja dysponowała rysopisem sprawcy (przez dłuższy czas uważała go za niewiarygodny). Kiedy morderca wpadł w ręce organów ścigania kilka tygodni po maturze, nie próbował ukryć swojej winy i ze szczegółami opisywał dokonywane przez siebie przestępstwa. Uśmiechał się na widok zdjęć z wizji lokalnych, mówił otwarcie o morderczych planach. Przyznał, że jego zamiłowanie do smakowania ciepłej krwi zrodziło się podczas pobytu w rzeźni, do której jeździł z rodzicami w dzieciństwie. Zbrodniarz został skazany na karę śmierci przez powieszenie. Wyrok na 22-latku wykonano w 1968 roku. Sekcja zwłok wykazała, że miał rozległego guza mózgu.

Głośną, a zarazem nierozwiązaną sprawą kryminalną z Krakowa było brutalne morderstwo Katarzyny Zowady, 23-letniej studentki religioznawstwa. Ciało kobiety odnaleziono na początku 1999 roku. Sekcja wykazała, że Zowada została zamordowana nożem, a następnie pozbawiona kończyn i głowy. Sprawca zdjął również skórę z tułowia ofiary, co przykuło uwagę ekspertów z Europy i FBI. Policja nie zdołała do dziś ustalić personaliów mordercy, mimo że kilka miesięcy po zabójstwie podejrzenie padło na Władimira W. Ten rosyjski student przebywający w Krakowie stał za morderstwem własnego ojca. Mężczyzna zdjął skórę z głowy ofiary i uszył z niej maskę-kominiarkę, którą zakładał, by udawać ojca przed swoim dziadkiem. Ostatecznie Władimira W. nie udało się jednak połączyć ze śmiercią studentki.

Jakub Zagalski