Belle Epoque

NOWY SERIAL

ŚRODA 21:30

OD 15 LUTEGO

TVN

Jak o urodę dbały nasze prababki

Udostępnij Tweetnij Wykop

Dzisiejszy model urody znacząco różni się od tego, który królował w czasach młodości naszych babek, a jeszcze większa przepaść dzieli go od kanonu dominującego u naszych prababek. Dana epoka dyktowała standardy piękna, a kobiety się do niego dostosowywały. Jak to osiągały? Poprzez stosowanie odpowiednich kosmetyków i zabiegów kosmetycznych, których dostępność od lat rośnie.

Źródło: Shutterstock.com

W średniowieczu kobiety wyskubywały włosy, aby ich czoło wyglądało na wyższe, a w baroku damy używały bieli ołowianej. Z czego korzystały kobiety w XX wieku?

Wiek XX to nie tylko okres zmian w przemyśle, polityce, obyczajach. To także czas modowej i urodowej rewolucji. Kobiety pracowały, a po pracy zajmowały się domem i wszelkimi obowiązkami z nim związanymi. Prasowanie, gotowanie, szycie i opiekowanie się dziećmi skutecznie ograniczało ich czas wolny. Dlatego też stosowane wcześniej czasochłonne zabiegi pielęgnacyjne musiały zostać zastąpione czymś praktycznym i szybszym. Makijaż przestał być uznawany za coś wulgarnego, w kobiecych pismach pojawiły się reklamy kosmetyków oraz porady dotyczące tego, jak je stosować. Zaczęły powstawać też firmy kosmetyczne, drogerie. Zapracowane kobiety w końcu dostały możliwość zadbania o siebie w przeznaczonych do tego miejscach – odpowiedzialne za to były gabinety kosmetyki oferujące zabiegi upiększające. Natomiast panie pozbawione dostępu do drogerii i perfumerii – zwłaszcza te mieszkające w małych miejscowościach – musiały sobie jakoś radzić. Same wytwarzały kosmetyki.

Piękno bez konserwantów

Nasze prababki nie miały pod ręką kosmetyków zawierających prawie całą tablicę Mendelejewa, z których my korzystamy na co dzień. Mimo tego wyglądały pięknie. Jak to robiły? Produkowały kosmetyki w domu – używały do tego naturalnych składników ziołowych i roślinnych. Wykorzystywano wszystko, co było pod ręką. Wystarczyło wziąć kilka substancji, połączyć je i powstawał kosmetyk - naturalny, odżywczy i bez konserwantów. Używano śmietany albo wody deszczowej – dzięki nim skóra była promienna, świeża i długo pozostawała bez zmarszczek. Ogromny potencjał miały zioła znalezione na łące. Wystarczyło zalać je octem, odstawić na jakiś czas, później odcedzić i zastosować. W ten sposób powstawały nie tylko kosmetyki do odżywiania skóry twarzy i płukanki na piękne włosy, ale też balsamy do ust i toniki oczyszczające. Doskonałą bazę stanowiły olej, masło czy mydło. Produkowano je na kilogramy w domu. Dzięki naturalnym składnikom kosmetyki pachniały naturalnie – używanie kremu o zapachu róży czy wanilii było podwójnie przyjemne.

Pierwsze gabinety „racjonalnej” kosmetyki

Przemysł kosmetyczny kwitł, a wraz z nim powstawały profesjonalne gabinety kosmetyczne. Zalecano, aby kobieta pojawiała się w takim miejscu minimum trzy razy w roku. Regularne odwiedzanie gabinetu i dbanie o siebie w domu dawały gwarancję zachowania młodego i świeżego wyglądu.

Nasze prababki wiedziały jednak, że kosmetyki to nie wszystko. W poradnikach radzono również, aby stosować odpowiednią dietę – unikać tłustych, słonych i słodkich pokarmów, ograniczyć kawę, herbatę, alkohol i tytoń. Dbanie o siebie było warunkiem powodzenia na rynku pracy. Panowało silne przekonanie, że młodość jest w cenie. Dlatego kobiety malowały twarze i włosy – aby ukryć wszelkie oznaki starzenia się.

Kiedy naturalne sposoby nie wystarczają

Nie wszystkie ze sposobów pielęgnacji kobiet z początku XX wieku były bezpieczne. Aby zapewnić sobie piękny wygląd, decydowały się one czasem na drastyczne metody. Na przełomie XIX i XX wieku nie przykładano takiej jak obecnie wagi do braku owłosienia na ciele, ale niektóre z kobiet chciały zadbać także o to. W celu pozbycia się włosów na nogach używały… pumeksu. Tarły nim delikatną skórę, przez co oprócz włosków ścierały przy okazji naskórek.

Niewieścia cera miała być alabastrowa. Nie wszystkie kobiety mogły się jednak takim odcieniem pochwalić. Jak wybielały skórę? Stosowały niebezpieczny arszenik. Potrafiły wpuszczać kilka kropel trucizny także do oczu – po to, żeby lśniły.

Wybielająca pasta do zębów to stosunkowo świeży wynalazek. Jak radzono sobie z dbaniem o higienę jamy ustnej w XX wieku? Szorowano zęby solą lub węglem spożywczym. Niektórzy byli tak zdeterminowani, że szlifowali je metalowymi pilnikami, polewali kwasem lub amoniakiem.

Piegi na celowniku

W XX wieku do defektów skóry obok wągrów i wyprysków zaliczano chociażby piegi i pieprzyki. Pojawiały się one wraz z wystawianiem skóry na promienie słońca, dlatego też radzono sobie z tym niechcianym zjawiskiem, stosując woalki, parasolki oraz kapelusze. Jeśli jednak już się pojawiły, pozbywano się ich za pomocą wody liliowej czy mleka różowego. Istniał jednak bardziej drastyczny sposób usuwania tego typu przebarwień. W poradnikach kobiecych z przełomu XIX i XX wieku popularnością cieszył się boraks. Specjaliści zapewniali, że jest to preparat, który powinien znajdować się w damskiej kosmetyczce. Boraks miał również skutecznie pozbawiać skórę piegów. Trzeba było w tym celu sporządzić specjalną mieszankę wybielającą. Łączono cukier, cytrynę i boraks i taką miksturę regularnie wcierano w twarz. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że boraks stosowany jest także jako środek czyszczący. Mógł powodować krosty, zaczerwienienia, ale też problemy z oddychaniem i alergie.

Co za dużo, to niezdrowo

Mimo ogromnych zmian w modzie i przemyśle kosmetycznym sugerowano, aby dbać o naturalne piękno i nie stosować kosmetyków w dużej ilości. Odradzano stosowania takich produktów, jak: czernidła do włosów, farby do oznaczania żył na niebiesko, róże do policzków, karminy do ust i płyny mające nadać blask oczom. W ich składzie znajdowały się ołów czy rtęć, które niszczyły skórę, powodowały migreny, bóle stawów, ale także utratę płodności, a nawet śmierć.

Makijaż miał być naturalny i zgodny z fizjonomią. Jego główny element miał stanowić puder – cielisty i możliwie niewidoczny – im bliżej tonu cery, tym lepiej. Trzeba dodać, że większość ówczesnych pudrów zawierała niebezpieczny węglan ołowiu czy cynk, dlatego najbardziej wartościowy i jednocześnie najtrudniej dostępny był taki, którego głównym składnikiem była naturalna mączka ryżowa.

Makijaż to nie wszystko

Zadbana cera i dobry makijaż to jednak nie wszystko. Niezmiennie największą ozdobą kobiety pozostawały włosy. Już w połowie XIX wieku zwracano uwagę na potrzebę utrzymania włosów w czystości. Zalecano codzienne rozczesywanie ich, a odradzano tapirowanie czy przypiekanie. Doradzano także przycinanie ich co 15 dni – w ten sposób można było zachować ich dobrą kondycję. Symbolem kobiecości w tym okresie były długie i gęste włosy. Sytuacja zmieniła się w latach 20. XX wieku, kiedy modne stały się krótkie fryzury – były one łatwiejsze do utrzymania w dobrym stanie i czystości.

Dbano o to, aby nie wypadały – potrzebne były do tego dobra dieta oraz nakrycia głowy chroniące fryzurę. Powszechne stawało się również farbowanie włosów – doradzano jednak stosowanie w tym celu naturalnych mieszanek. Tutaj wymieniano hennę, która nie tylko była bezpieczna, ale też wzmacniała włosy.

Paulina Żaglewska