Belle Epoque

NOWY SERIAL

ŚRODA 21:30

OD 15 LUTEGO

TVN

Belle époque, czyli czas narodzin kabaretu

Udostępnij Tweetnij Wykop

W Europie belle époque była czasem optymizmu, pokoju, rozwoju technologii i odkryć naukowych. Spokój i dobrobyt pozwolił Europejczykom skupić się na rozwoju sztuki i rozrywki. Kiedy paryżanie zachwycali się tancerkami z Moulin Rouge, w Polsce rodził się zupełnie inny rodzaj kabaretu.

Z czym kojarzy się francuski kabaret? Imprezy zakrapiane szampanem i absyntem, energiczne tancerki, śmiejące się do przechodniów z plakatów Toulouse’a-Lautrec’a i głośna muzyka. Paryż dyktował trendy reszcie świata, więc i kabaret zagościł w innych krajach Europy. Ale w Polsce przyjął zupełnie inną formę.

Źródło: TVN

Na przełomie XIX i XX w. narodziło się nowe zjawisko określane mianem życia artystycznego. I choć w każdej epoce artyście wiedli jakieś życie towarzyskie, w tym czasie nabrało wyjątkowego znaczenia. Skupiało się wokół redakcji gazet oraz miejskich kawiarni, gdzie spotykali się wybitni twórcy.

„Każdego dnia o przedwieczornej godzinie setki teatrów i sal koncertowych w metropoliach Europy rozbłyskują potopem świateł, wciągając w swój magiczny krąg złudy i czarownych uniesień elitę kulturalną ludzkości. A obok owych świątyń sztuki lekkomyślna wesołość i beztroska zabawa: kawiarnie, kabarety, varietes, nadscenki, operetki” – opisywał to nocne życie Artur Hutnikiewicz.

Artyści na każdym kroku manifestowali swoją wolność i oryginalność. Odcinali się od mieszczańskiej obyczajowości, łamiąc reguły królujące dotychczas w społeczeństwie. Demonstrowali pogardę dla dóbr materialnych, żyjąc z dnia na dzień, nie dbając o oszczędności. Swoją odmienność podkreślali sposobem ubierania się (m.in. czarne cylindry, dziurawe peleryny), wysławiania się, zachowania.

W Polsce życie artystyczne skupiało się w Krakowie - „lewobrzeżnym Paryżu”, według słów Boya-Żeleńskiego, we Lwowie, a później też w Zakopanem. Warszawa po klęsce powstania styczniowego była w trudnej sytuacji politycznej, co nie sprzyjało rozwojowi polskiej sztuki.
W Krakowie bohema artystyczna spotykała się w kawiarniach. To właśnie tutaj powstał słynny kabaret „Zielony Balonik”.

Jama pełna artystów

Zaczęło się pewnego dnia 1905 roku. Kiedy w Królestwie trwała rewolucja, w Krakowie artyści zastanawiali się nad stworzeniem miejsca, gdzie można byłoby się spotykać i tworzyć mieszczańskie satyry. Ulubionym lokalem cyganerii była w tym czasie „Cukiernia Lwowska” należąca do Jana Michalika. Mieściła się przy ulicy Floriańskiej 45. To właśnie tutaj narodził się pomysł na stworzenie pierwszego polskiego kabaretu.

Był lokal, był pomysł, nie było tylko nazwy. Narada trwała podobno do ósmej rano. Kiedy panowie wyszli wreszcie na Rynek, zobaczyli chłopca niosącego pęk baloników. – Mamy nazwę! Zielony Balonik! – krzyknął jeden z kawalerów.

Pomysłodawcami kabaretu byli prawdopodobnie Edward Żeleński, Stanisław Kuczborski i Jan August Kisielewski. Według Boya-Żeleńskiego pierwszą osobą, która zainicjowała kabaret, był Jan August Kisielewski, który dopiero co wrócił z Paryża i był oczarowany tamtejszymi grupami. Sam Boy nie brał udziału w stworzeniu kabaretu – dołączył do zespołu dopiero później.

Otwarcie Zielonego Balonika nastąpiło 7 października 1905 roku. Było to miejsce elitarne. Dbano, by do Jamy Michalika, jak zaczęto nazywać cukiernię z racji braku okien, nie wpuszczano każdego z ulicy. Ten, kto mógł się tam znaleźć, dostawał wcześniej przygotowane specjalnie zaproszenie. Łatwo też było wypaść z kręgu szczęśliwców. Jeśli gość nie wykazywał zachwytu w trakcie kabaretowego spotkania – nie zapraszano go już nigdy więcej.

Spotykano się na ogół w soboty po premierze teatralnej, około północy zaczynała się część kabaretowa, później następowała towarzyska, trwająca nawet do późnego rana. Każde przedstawienie było oryginalne. Kabaret miał być odskocznią od rzeczywistości. Skupiano się więc na sprawach dotyczących środowiska artystów, krytykując głównie zbyt sztywne i pełne hipokryzji postawy mieszczaństwa.

Jak wyglądały wieczory w Jamie? Zasada głosiła, że każdy miał obowiązek wystąpić ze swoim tekstem lub piosenką przed publicznością i to dość wybredną. Dopiero z czasem spotkania zostały oparte na szczegółowo opracowanym repertuarze, wykonywanym przez osoby, które wcześniej sprawdziły się w takiej roli na scenie. Był też obecny konferansjer – tę rolę pełnił wspomniany już Kisielewski, który każdemu gościowi wygłaszał obraźliwą mowę powitalną.

Członkowie Zielonego Balonika przez lata zderzali się z krytyką prasy. Pisano o tym, że „kabareciarze” sieją zgorszenie, boją się skonfrontować z zaborcą i że stosują autocenzurę. Publiczność jednak zawsze dopisywała. Bywalcy Zielonego Balonika stanowili elitarną, niewielką, zamkniętą grupę o niezmiennym składzie. Elitarność niosła ze sobą zagrożenie: mogła doprowadzić do wyczerpania się tematów na piosenki i teksty. I tak też się stało po dziesięciu latach działalności. Z biegiem czasu zaczęło Zielonemu Balonikowi brakować humoru.

„Ewangelia Zielonego Balonika obiegła cały kraj; wszędzie rozpleniły się kabarety: od stowarzyszeń robotniczych do artystycznych salonów, od stolic aż do głębokiej prowincji, gdzie zwykle kończyły się kwasami, ponieważ poruszały, nie zawsze dyskretnie, prywatne sprawy znanych figur w miasteczku” – pisał Boy-Żeleński, który był jedną z gwiazd kabaretu. To właśnie jego wierszyki i piosenki stały się znakiem firmowym Balonika. Część z jego powiedzeń weszła na stałe do języka polskiego, choćby: „w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”.

Jama Michalika i odbywające się w niej spotkania artystów stanowią dziś symbol życia w okresie belle époque w Polsce. Mówi się, że Zielony Balonik jest pierwszym zbiorowym wybuchem śmiechu, jaki od czasu rozbiorów rozległ się w Polsce. To właśnie on stanowił podwaliny pod kabarety międzywojenne, ale też te widowiska, które dziś możemy oglądać.

Magdalena Drozdek